Przestań narzekać na bookstagram

listopada 17, 2019

Ostatnio bardzo modne staje się narzekanie na bookstagram i całą książkową społeczność. "Bo ludzie tacy zawistni, bo nikt się nie chce ze mną zaprzyjaźnić, bo obserwatorzy lubią tylko tych popularnych, a mnie nie, a przecież jestem taki fajny. W ogóle na bookstagramie jest teraz beznadziejnie, nie to co kiedyś. Bo kiedyś to były czasy, a teraz to już nie ma czasów. Najlepiej przestać publikować zdjęcia i w ogóle się tutaj udzielać, od razu człowiek się lepiej poczuje." Komentujący zwykle temu przyklaskują. Piszą, że właśnie taka jest prawda i gratulują odwagi do wyrażenia własnego zdania, a ja czytam i zastanawiam się - naprawdę tak wam tutaj źle?


Tak, zmieniliśmy się

Bookstagram przeszedł dużą transformację na przestrzeni ostatnich kilku lat. Kiedy zakładałam swoje konto, było nas tak mało, że większość osób mogłam bez problemu zaobserwować i być na bieżąco. W tej chwili jest to niemożliwe, bo codziennie na bookstagramie pojawią się nowe osoby, a wybić się jest coraz trudniej - konkurencja jest ogromna. W życiu otaczają nas różni ludzie, nie tylko ci mili i sympatyczni, dlaczego więc oczekujemy, że w tej konkretnej społeczności wszyscy staniemy się jedną wielką, kochającą się rodziną? Tak, na bookstagramie zdarzą się zawistni ludzie, tak samo jak na poczcie, czy w kolejce w warzywniaku. Pisanie o tym długiego wywodu na instagramie raczej tego nie zmieni. Jeśli odczuwasz, że niektórzy tworzą nieprzyjemną atmosferę, to może... przestań ich obserwować? To naprawdę rozwiązuje wiele problemów.

Zależy mi na lajkach

To chyba najbardziej powszechny zarzut i internetowi twórcy bardzo często zarzekają się, że absolutnie nie prowadzą swojej działalności w internecie dla lajków, obserwacji i ogólnego poklasku. Tylko że... to nie prawda. Nie bądźmy hipokrytami. Działanie w blogosferze książkowej pochłania ogromną ilość wolnego czasu. Ja poświęcam na to kilkanaście godzin tygodniowo, czasem więcej, a przecież nie prowadzę kanału na YouTube, który zdecydowanie wymaga najwięcej pracy. Proces czytania książki jest sam w sobie długi, a przecież potem trzeba napisać recenzję, która powinna być merytoryczna i wieloaspektowa. Trzeba też zrobić dobre jakościowo zdjęcia, a to wymaga pewnych nakładów finansowych, co oczywiście nie jest konieczne, ale ci, którym zależy na estetyce profilu i jakości, prędzej czy później będą chcieli kupić lepszy sprzęt, który nie kosztuje mało. Ja oprócz tego płacę też za Photoshopa i Lightroom'a, czyli programy do obróbki zdjęć. Oczywiście, że można działać w internecie i nie wydawać na to ani grosza, ale każdy, kto traktuje to poważnie, prędzej czy później zainwestuje w tę działalność mniejsze bądź większe pieniądze. Co jest więc dziwnego w tym, że chcę, żeby moja praca docierała do jak największego grona odbiorców, żeby moje zdjęcia się podobały i miały dużo lajków, żeby ludzie chcieli mnie obserwować? Bardzo popularne jest stwierdzenie, że "liczby nic nie znaczą"... ale przecież znaczą. Za każdym polubieniem stoi człowiek, który docenia to, co robię. Gdyby lajki nas nie obchodziły, nie prowadzilibyśmy bookstagrama, przestańmy się oszukiwać. 

Nie generalizuj i rób swoje

Jeśli piszesz, że bookstagram jest toksyczny, to wrzucasz do jednego worka kilka tysięcy ludzi. Część z nich poświęca swój czas, żeby obejrzeć i skomentować twoje zdjęcia, chociaż nie muszą tego robić, przecież jest mnóstwo innych kont. Inni bezinteresownie udostępniają twój profil, a ty w zamian zyskujesz nowych obserwatorów. Naprawdę nie wydaje mi się, żeby ktokolwiek w tej społeczności został tak skrzywdzony, żeby na dźwięk słowa "bookstagram" musiał biec do terapeuty, więc może po prostu... nie dramatyzujmy? Zamiast walczyć z jakimś mitycznym bookstagramowym wrogiem, przeczytaj książkę, zrób zdjęcia, napisz recenzję, skomentuj nowe posty osób, które lubisz i które lubią ciebie. 

Uwielbiam ludzi z bookstagrama

O tym jak bardzo bookstagram wpłynął na moje życie napiszę innym razem. Teraz powiem tylko, że już nie mam ochoty dłużej słuchać i czytać o naszej rzekomej toksyczności. Kiedy myślę o bookstagramie nie dostrzegam zawiści i wyścigu o popularność. Zamiast tego widzę dziewczynę, która dwa miesiące temu podeszła do mnie w pracy i powiedziała, że lubi mój profil i zrobiło mi się miło. Widzę obcych ludzi, z którymi piłam kawę na targach książki i przy których czułam się, jakbyśmy się znali całe życie. Widzę młodych i inteligentych ludzi z wielką pasją, wrażliwych na problemy, chętnych do dyskusji i spojrzenia na pewne rzeczy z innej perspektywy. Widzę moich przyjaciół. Kilka przykrych sytuacji nie zaburzy mi tego obrazu i mam nadzieję, że tobie też.




Podobne posty

0 | komentarze