Kilka zdań o zmarnowanym potencjale. „Wielka Samotność” Kristin Hannah

listopada 25, 2019

"Wielka samotność" to tytuł zdecydowanie mniej znany niż "Słowik", czyli poprzednia książka Kristin Hannah wydana w Polsce. Ostatnio jednak cały bookstagram masowo zaczytuje się właśnie w "Wielkiej samotności" i ja również postanowiłam wreszcie tę książkę przeczytać. Do pewnego momentu byłam w stu procentach przekonana, że znalazłam kolejnego książkowego ulubieńca, który będzie miał zapewnione miejsce w rankingu najlepszych książek 2019 roku, jednak okazało się, że "Wielka samotność" w rankingu znajdzie się jedynie w kategorii "najbardziej zmarnowany potencjał".


Główną bohaterką książki jest trzynastoletnia Leni, jedynaczka mieszkająca z rodzicami. Ernt, ojciec dziewczyny, jest weteranem wojennym. W czasie wojny w Wietnamie przez sześć lat przebywał w niewoli, a po powrocie do Ameryki nie jest już tym samym człowiekiem. Traumy wojenne wywołują u niego zespół stresu pourazowego, który próbuje leczyć alkoholem. Kiedy rodzina dostaje niespodziewaną propozycję przeprowadzki na Alaskę, przyjmuje ją bez zastanowienia. Początkowo surowy klimat i spokój alaskańskiej głuszy działają na Ernta kojąco, ale nieuchronnie zbliża się zima, która wyzwoli z niego to, co najgorsze...

W pierwszej połowie osią książki jest wątek rodziny, która się rozpada. Pojawia się przemoc domowa (psychiczna i fizyczna) stosowana przez nieobliczalnego ojca, który kocha żonę i córkę, ale który nie potrafi sobie poradzić z własną psychiką. Fabuła jest dość spokojnie prowadzona; autorka skupia się głównie na oddaniu uczuć bohaterów i ukazaniu procesu przemiany ojca. Osadzenie akcji na Alasce to doskonała decyzja, bo krajobraz potęguje w czytelniku uczucie lęku i niepokoju. Z Alaski nie da się uciec, a dom bohaterów powoli staje się ich własnym więzieniem. "Wielka samotność", a przynajmniej jej początek, nie miałaby takiej siły rażenia, gdyby autorka zdecydowała ulokować akcję w innej części kraju. To właśnie nieprzystępna, odgrodzona od świata kraina sprawia, że "Wielka samotność" w wielu osobach potrafi wzbudzić lęk i wywołać dreszcze przerażenia. We mnie zdecydowanie wywołała.

Ernt jest najlepiej wykreowaną postacią w książce. Na pierwszy rzut oka jest to bohater negatywny - odreagowuje gniew oraz bezradność na żonie, która kocha go ponad wszystko i trwa przy nim, bo w jej głowie wciąż istnieje Ernt sprzed wojny; szalony, młody chłopak, który wyrwał ją z nudnego życia w bogatej i porządnej dzielnicy. Kristin Hannah stworzyła bardzo niejednoznaczną postać. Ojciec Leni to bohater, o którym nie można powiedzieć jednogłośnie, że jest zły, bo przecież jego zachowanie jest wynikiem traumatycznych przeżyć wojennych, a po powrocie do kraju nie otrzymał żadnej pomocy psychologicznej. Ernt jest ofiarą, która zmienia się w kata, a Kristin Hannah doskonale przedstawiła czytelnikom ten proces. Również postać matki dziewczyny jest wykreowana bardzo dobrze. Cora to kobieta, która nie potrafi się pogodzić z faktem, że jej mąż zmienił się nieodwracalnie. Wierzy w jego zapewnienia i przeprosiny, licząc, że wybuchy agresji więcej już się nie powtórzą. Kristin Hannah bardzo trafnie oddaje tok myślenia ofiary przemocy domowej, jej zachowanie i sposób działania. Dawno nie spotkałam się z tak świetnym obrazem przemocowej rodziny w literaturze i przyznam, że nie spodziewałam się tego po "Wielkiej samotności".


W połowie książki autorka zmieniła kierunek, w jakim z początku podążała fabuła. Niestety to był ten moment, od którego "Wielka samotność" przestaje być książką tak dobrą, tak przeszywającą i tak surową. W drugiej połowie spokojne tempo zostaje zastąpione bardzo wartką akcją, dużymi przeskokami czasowymi i małą wnikliwością. Nagromadzenie wątków jest ogromne, szczególnie w porównaniu do pierwszej połowy powieści  Hannah w drugiej połowie próbuje wrzucić do książki wszystko, co przyjdzie jej do głowy "byle tylko smutniej i gorzej". Autorka sięgnęła po motywy bardzo banalne, a wręcz wyświechtane i nie zrobiła z nimi absolutnie nic ciekawego. Pewne wątki pojawiają się w "Wielkiej samotności" jedynie po to, żeby wywołać w czytelniku łzy i wzruszenie. Ja odbieram to niestety jako dość tanią próbę wzbudzenia we mnie litości i absolutnie mi się to nie podoba.

"A żebyś wiedziała. Coro, tu strach oznacza zdrowy rozsądek. Zjeżdża tutaj mnóstwo ludzi z aparatami fotograficznymi i głową pełną marzeń o prostszym życiu. Tymczasem co roku na każdy tysiąc Alaskan pięciu znika bez śladu. Jakby rozpłynęli się w powietrzu. A tamci marzyciele… No cóż, większość nie wytrzymuje pierwszej zimy. Przebierają nogami, żeby jak najprędzej się stąd wydostać i wrócić tam, gdzie są kina dla zmotoryzowanych i ogrzewanie na pstryknięcie włącznikiem. No i oczywiście słońce."

W "Wielkiej samotności" występuje wątek romansowy, który jest poprowadzony jak najbardziej poprawnie, ale który nie wzbudził we mnie żadnych ciepłych uczuć i podeszłam do niego zupełnie bez emocji. Zakończenie książki jest w iście amerykańskim stylu - bardzo przesadzone i pompatyczne, a pewna kuriozalna scena rozmowy głównej bohaterki z policjantem sprawiła, że książka straciła w moich oczach jakiekolwiek szanse, żeby uznać ją za dobrą. Niestety odnoszę wrażenie, że Kristin Hannah za bardzo zapędza się w swoich książkach, nie potrafi odpowiednio wyważyć fabuły i zupełne nie wie, kiedy powinna powiedzieć sobie "stop, wystarczy". Jej książki mają ogromny potencjał, ale zarówno w "Wielkiej samotności", jak i w "Słowiku" w którymś momencie autorka zaczyna zbaczać na złe tory.

Pierwsza połowa "Wielkiej samotności" to doskonały dowód na to, że tego typu opowieści nie potrzebują rozbuchanych tragedii, patetycznych dialogów i ckliwych opisów. To wątek przemocy domowej jest tutaj najmocniejszym punktem i nie potrzebuje on tej całej hollywoodzkiej otoczki. Życzę autorce, żeby przestała się rozmieniać na drobne i skupiła się na tym, co wychodzi jej najlepiej - portretowaniu rodziny i psychiki bohaterów. Bardziej surowo i minimalistycznie. Patetyzm zostawmy amerykańskim filmom.


tytuł oryginalny: The Great Alone // język oryginalny: angielski // liczba stron: 512 
 wydawnictwo: Świat Książki // tłumaczenie: Anna Zielińska // data wydania: 23 maja 2018r.




Podobne posty

0 | komentarze