Korepetycje z empatii. „Żeby umarło przede mną” Jacka Hołuba

października 24, 2019

Są takie książki, które trzeba przeczytać i obok których nie powinniśmy przechodzić obojętnie. Reportaż "Żeby umarło przede mną. Opowieści matek niepełnosprawnych dzieci" jest właśnie jedną z nich. Na zaledwie stu sześćdziesięciu stronach autor i jego rozmówczynie przenoszą nas w świat tragedii, które rozgrywają się tuż obok nas, a które są tak niewyobrażalne. Można śmiało powiedzieć, że za sprawą tej książki Hołub udziela nam solidnych korepetycji z empatii.    


Tytuł tej książki jest niezwykle wymowny. W "Żeby umarło przede mną" Jacek Hołub rozmawia z pięcioma kobietami, które codziennie muszą mierzyć się z trudem wychowywania niepełnosprawnego dziecka. Niektóre z nich mieszkają w dużych miastach, inne na wsiach. Jedne są wykształcone i robią karierę, inne zrezygnowały z siebie i swoich marzeń na rzecz opieki nad dzieckiem. Niektóre mają wsparcie bliskich, ale pozostałe muszą mierzyć się z tym wszystkim samotnie. Wszystkie je łączy jedno - urodzenie chorego dziecka całkowicie odmieniło ich życie.  

Autor pozwala swoim rozmówczyniom na długi, osobisty monolog, w którym przedstawiają realia życia z niepełnosprawnym dzieckiem. Prawdziwie, surowo, bez cukru i często z bardzo gorzkim wydźwiękiem. Opisują bezduszność urzędników, nieudolność instytucji, nieustanną konieczność walki o swoje prawa, bezsilność i załamania, brak empatii społeczeństwa, które ma do zaoferowania jedynie nieużyteczne współczucie. I w tym miejscu trzeba przyznać, że Jacek Hołub wykonał swoją pracę naprawdę bardzo dobrze. Jego osoba jest w tej książce niemalże niewidoczna, nie zabiera stanowiska w żadnej z tych spraw, a jednak zakulisowo kieruje każdą z wypowiedzi na odpowiedni tor, robiąc to z dużą dozą empatii i taktu. Z całego reportażu można odczuć duże zaangażowanie autora w temat, o którym pisze, co (jak sam mówi w przedmowie) wynika z jego prywatnych doświadczeń.  


Czy "Żeby umarło przede mną..." jest książką szokującą i otwierającą oczy na pewne kwestie? Oczywiście, że tak, chociaż powiedziałabym raczej, że jest to reportaż, który jest potwierdzeniem tego, co każdy inteligentny człowiek codziennie dostrzega - żyjemy w kraju absurdów, które wyjątkowo trudno w takich sytuacjach uzasadnić. Prawicowe media i obecny rząd na każdym kroku próbują nam wmawiać, że patrzenie na śmierć i cierpienie własnego dziecka jest czymś uszlachetniającym, że przecież nie można się z tym spierać, że trzeba ten fakt przyjąć do wiadomości i zaakceptować go, bo "Bóg tak chciał". Tymczasem troska o życie człowieka kończy się w chwili przyjścia na świat, a potem zaczyna się walka o siebie samą, o pieniądze na rzeczy absolutnie podstawowe, o godność, z której zmuszone są się odzierać, by dostać to, co de facto im się należy, o zdrowie, bo przecież mają w sobie nadzieję na poprawę, o dziecko, w które nikt nie wierzy oprócz matki, często też o związek, który zaczyna się rozpadać. Walka, która trwa cały czas aż do końca.  

Nie chciałem, żeby wyszedł z tego zbiór lukrowanych opowiastek o cudownym darze cierpienia i szczęściu płynącym z bycia rodzicem nieuleczalnie chorych córki czy syna. Nie chciałem idealizować ani straszyć. Nie zamierzałem opisywać chorób, leczenia, metod rehabilitacji i terapii, bo od tego są fachowcy. Nie szukałem sensacji.

O czym jest jeszcze ta książka? A może raczej: o czym jest przede wszystkim? O bezwarunkowej miłości, która popycha do robienia rzeczy absolutnie niemożliwych, przekraczających wszelkie granice wytrzymałości psychicznej jakiekolwiek człowieka. Bo chociaż bohaterki tej książki niejednokrotnie podkreślają, że brakuje im już siły, że nie widzą sensu w tej walce, to każdego dnia to robią. A potem to samo następnego dnia i każdego kolejnego.  

Reportaż Jacka Hołuba jest jasnym sygnałem dla całego społeczeństwa - nie tylko instytucje w Polsce rozczarowują, przede wszystkim my sami. Brak nam empatii, odwracamy głowę wtedy, kiedy powinniśmy wstać i zabrać głos. Przekaz płynący z tej książki jest jasny i bardzo dobitnie wyrażony - działanie jest bardziej potrzebne niż współczucie. Niech to będzie lekcja, którą każdy wyciągnie po przeczytaniu tej książki. Nie jest to lektura lekka ani przyjemna, wywołuje w czytelniku podobne emocje jak na przykład "Polska odwraca oczy" Justyny Kopińskiej, czyli bezradność i wielką frustrację, ale powtórzę - powinniśmy czytać czasem takie książki, żeby być świadomymi i może dzięki tej książce trochę mniej obojętnymi na ludzkie tragedie.


You Might Also Like

0 | komentarze